X

Lublin 700 lat Lublina UMCS
W akademickich derbach lepszy AZS UMCS

W akademickich derbach lepszy AZS UMCS

Piłkarze ręczni AZS UMCS Lublin odbudowali się po porażce z poprzedniej kolejki. Wynik z Ostrołęki podziałał motywująco i tym razem akademicy pewnie pokonali u siebie AZS AWF Warszawa 40:31.

Początek meczu był wyrównany. Żadna z drużyn nie potrafiła przejąć inicjatywy. Po 10 minutach był remis 5:5. Szczypiorniści AWF-u nie wykorzystali szans na odskoczenie rywalom. Trzykrotnie byli gorsi grając w przewadze. W bramce UMCS-u fenomenalnie spisywał się Kacper Gajecki. Jego trzy interwencje w sytuacji sam na sam, pozwoliły akademikom odpowiedzieć własnymi akcjami. Gospodarze odskoczyli na dwa punkty. Później skuteczność obu zespołów stała na podobnym poziomie. Do końca pierwszej połowy lublinianom udało się utrzymać przewagę. Do przerwy prowadzili 18:16.

Gracz AZS UMCS Hubert Obydź, który zdobył aż 14 bramek, przyznaje, że na wynik duży wpływ miało odpowiednie przygotowanie do tego meczu.

- Od początku tego tygodnia nastawialiśmy się na spotkanie z AWF-em. Dopóki się nie przełamaliśmy wynik oscylował wokół dwóch bramek różnicy. Później poszło już z górki, chociaż ani przez chwilę nie odpuściliśmy, nawet jak ta różnica była dla nas bardzo korzystna. Dalej graliśmy na sto procent w obronie i skutecznie w ataku- powiedział zawodnik.

Pierwsze 10 minut drugiej odsłony było kluczowe dla losów spotkania. Goście nie potrafili pokonać Kacpra Gajeckiego, a takie sytuacje bezwzględnie wykorzystywali gospodarze. Skutecznie kontrując powiększyli przewagę do sześciu punktów. Goście starali się gonić wynik. Przez kilka minut udało im się przegrywać tylko sześcioma bramkami.

Jako przyczynę porażki gracz AZS AWF Warszawa Mateusz Niemiec wskazuje przede wszystkim słabą grę w obronie.

- Znamy się z parkietu bardzo dobrze. Lublin naprawdę zagrał bardzo dobre spotkanie zarówno w ataku jak i w obronie. My popełniliśmy za dużo błędów szczególnie w defensywie. Zabrakło tam twardej gry, nie było wyjścia do przeciwnika, nie było bloku. Dlatego straciliśmy tak dużo bramek. Do tego doszła słabsza skuteczność i tak to się zakończyło.

Obrona przyjezdnych była bezradna wobec skuteczności Kamila Bernata, który grając przez zaledwie kwadrans rzucił osiem bramek. Pod koniec akademicy prowadzili nawet dziesięcioma punktami. Ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem AZS-u UMCS 40:31.

- Jestem zadowolony z chłopaków, bo po tych porażkach nie spuścili głów tylko w szatni powiedzieli sobie, że trzeba walczyć dalej, bo w przegranych meczach zabrakło nam poprostu szczęścia. Dzisiaj nam go nie zabrakło, ale to nie dziwne, bo szczęście sprzyja lepszym- mówi trener lubelskiej drużyny Patryk Maliszewski.

Za tydzień szczypiorniści AZS UMCS Lublin pojadą do Konstantynowa Łódzkiego, gdzie zagrają z tamtejszym Włókniarzem.

AZS UMCS Lublin - AZS AWF Warszawa 40:31 (18:16)
AZS: Gajecki, Kiwilszo - Obydź 14, Bernat 8, Świąder 4, Buksiński 3, Brodziak 3, Pawelczuk 2, Wisznicki 2, Drozd 1, Romaniuk 1, Burek 1, Makowski.

 

Robert Piech

Wspierają Nas