X

Lublin 700 lat Lublina UMCS
AZS UMCS nie sprostał wiceliderowi

AZS UMCS nie sprostał wiceliderowi

Świetna pierwsza połowa nie wystarczyła do zwycięstwa. Szczypiorniści AZS UMCS Lublin stawili mocny opór AZS-owi UW, ale ostatecznie przegrali różnicą czterech bramek 28:32. Mecz do samego końca obfitował w emocje, nie tylko te sportowe.

Gospodarze podeszli do tego spotkania bardzo zmotywowani i skoncentrowani. Taka postawa przełożyła się na dobrą grę zespołu, który doskonale prezentował się zwłaszcza w obronie. Nie można przy tej okazji pominąć świetnego występu  Kacpra Gajeckiego, który był nie do pokonania w bramce. W 17 minucie lubelscy akademicy wyszli na prowadzenie 8:7 za sprawa trafienia Huberta Obydzia, potem swoją przewagę jeszcze powiększyli. Po golu Jakuba Brodziaka było już 13:8. Podopieczni Patryka Maliszewskiego grali jak z nut, wykorzystując błędy gości wbijali im kolejne bramki po szybkich kontratakach. Na przerwę obie drużyny schodziły przy prowadzeniu AZS UMCS 16:12.

Spodziewaliśmy się, że w drugiej połowie drużyna z Warszawy mocniej naciśnie, bo wynik jest dla nich niekorzystny- przyznał rozgrywający Hubert Obydź.

Tak też się stało. Od początku drugiej części spotkania przyjezdni rzucili się do odrabiania strat. W ciągu pięciu minut zmniejszyli przewagę do dwóch bramek (17:15), a w 38 minucie wyrównali (18:18).  To był przełomowy moment spotkania. Od tej pory toczyła się walka punkt za punkt, ale zdobywanie kolejnych bramek przychodziło lublinianom ciężko. Na osiem minut przed końcem spotkania zespół Uniwersytetu Warszawskiego odskoczył na dwie bramki (23:25). Szczypiorniści UMCS-u próbowali jeszcze gonić wynik, ale nie udało im sie wykorzystać podwójnej przewagi. W samej końcówce po obu stronach górę wzięły emocje. Nie tylko te sportowe. Ten moment lepiej wytrzymali warszawianie i to oni mogli się cieszyć ze zwycięstwa 32:28.

-  Różnicę zrobili bramkarze. W drugiej połowie nasi trochę słabiej pobronili. My zagraliśmy słabiej w obronie, więc Warszawa zdobywała bramki praktycznie z każdej pozycji. I to była główna przyczyna naszej porażki. W ataku zagraliśmy w miarę po równo, te siły się tak rozłożyły- skomentował trener AZS UMCS Patryk Maliszewski.

Trener AZS-u UW Robert Bliszczyk, podkreśla, że cały czas wierzył w swój zespół. O końcowym sukcesie zdecydowała jego zdaniem konsekwencja w grze.

 - Spodziewaliśmy się mocnego oporu drużyny z Lublina. Oglądaliśmy ich ostatni mecz z Konstantynowem, widzieliśmy, że zagrali dobre zawody, zwłaszcza w obronie. W pierwszej połowie gospodarze zagrali bardzo mądrze, wykorzystywali nasze błędy i straty. W przerwie powiedzieliśmy sobie parę męskich słów w szatni, poprawiliśmy błędy i skończyło się tak jak się skończyło. W końcówce było dużo emocji, może nie najlepiej to wyglądało. Lublin na pewno jeszcze powalczy i urwie punkty tym zespołom silnym z którymi też rywalizujemy.

 

 

Wspierają Nas