X

Lublin 700 lat Lublina UMCS
Kolejne zwycięstwo

Kolejne zwycięstwo "Dzików"

Czwarte z rzędu zwycięstwo odniosła drużyna futsalistów AZS UMCS Lublin. W meczu 21. kolejki zmierzyła się z Remedium Hybryd Pyskowice. W pełnym emocji spotkaniu lublinianie potwierdzili dobrą formę i wygrali 3:2.

Na początku zaatakowali przyjezdni, ale akcja zakończyła się wybiciem piłki przez Pawła Górskiego. Zmotywowani po ostatnich wygranych lublinianie od pierwszych minut grali wysokim pressingiem i taka taktyka im się opłaciła. Już po trzech minutach od momentu wejścia na parkiet akcję celnym strzałem zakończył Mateusz Szafrański i dał swojej drużynie prowadzenie. Chwilę później kolejną groźną sytuację stworzyli gospodarze. Piłka poszybowała jednak obok bramki. Ta niewielka przewaga spowolniła grę podopiecznych Artura Gadzickiego. Goście długo nie mogli zrewanżować się efektywnym atakiem. UMCS do końca nie odpuszczał i starał się przebywać na połowie rywala.  Mimo starań, futsalistom z Pyskowic nie udało się odwrócić losów spotkania przed zejściem na przerwę.

- Z przebiegu gry zasłużyliśmy przynajmniej na remis. Graliśmy bardzo młodym składem, było czterech młodzików. Zabrakło nam trochę konsekwencji. Mieliśmy wiele sytuacji, można było ten mecz wygrać. Zostawiliśmy wiele serca i zdrowia na boisku – podkreśla zawodnik z Pyskowic Dariusz Rymaszewski.

Po powrocie na boisko dobrze zaczął AZS, ale jeden błąd wystarczył, żeby goście wyrównali. W 22. minucie z rzutu różnego trafił niepilnowany Dariusz Rymaszewski. Przyjezdni nabrali rozpędu i z każdą kolejną akcją byli coraz bliżej zdobycia następnej bramki. Gospodarze wyraźnie spowolnili i rozgrywali dużo ostrożniej. Akademicy już w 28. minucie mieli świetną okazję na objęcie prowadzenia, ale piłka po rykoszecie powędrowała tuż obok słupka. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Jeszcze w tej samej minucie futbolówkę w bramce umieścił Marcin Brysz.

- Wielu sytuacji nie wykorzystaliśmy. Mieliśmy dobre okazje, zarówno w pierwszej, jak i w drugiej połowie. Tak się stało, że przeciwnik strzelił nam druga bramkę ze stałego fragmentu gry, pomimo tego, że trener nas na to uczulał. Później powiedzieliśmy sobie kilka mocniejszych słów, spięliśmy się i udało się odrobić – tłumaczy lubelski futsalista Wojciech Boniaszczuk.

Gra w ostatnich 10 minutach stała się bardzo agresywna. Gracze obu drużyn atakowali na przemian, ale nie przynosiło to efektów. Decydujące znaczenie miała końcówka spotkania. Trener „Dzików” Artur Gadzicki postawił wszystko na jedną kartę i wprowadził w pole dodatkowego zawodnika w miejsce bramkarza. Po długiej wymianie podań akcja najpierw zakończyła się trafieniem w słupek, ale na dwie minuty przed końcem lublinianom udało się wyrównać. Gola na 2:2 po podaniu od Jarosława Walęciuka zdobył Wojciech Boniaszczuk. Ryzykowna gra wszystkimi zawodnikami w polu się opłaciła. Minutę później pod bramką gości ponownie namieszał Jarosław Walęciuk, a chwilę potem świetnie dysponowany Wojciech Boniaszczuk zaatakował po raz drugi. Piłka początkowo trafiła w słupek, później w nogę bramkarza i ostatecznie wpadła do bramki. W trzymającym w napięciu do ostatnich sekund spotkaniu akademicy szczęśliwie odnotowali wygraną 3:2.

- Strzeliliśmy jedną bramkę w pierwszej połowie – zdecydowanie zbyt mało. W przerwie uczulałem zawodników szczególnie na stałe fragmenty gry. I tak właśnie straciliśmy bramkę, gdzie piłka przechodzi pomiędzy naszymi zawodnikami, właściwie bez żadnej reakcji. Później, ten element, który przećwiczyliśmy w sparingu z Amatarem, czyli gra w przewadze, dał rezultat. Ta bramka na 2:2 dała taki impuls i nadzieję na to, że to spotkanie jeszcze można wygrać – mówi opiekun „Dzików” Artur Gadzicki.

Futsaliści AZS UMCS Lublin powoli kończą już sezon. Ostatnie spotkanie rozegrają 22 kwietnia przed własną publicznością z liderem pierwszoligowej tabeli Słomniczanką Słomniki.

Wspierają Nas