Lublin 700 lat Lublina UMCS
Kolejny dreszczowiec piłkarzy ręcznych. Wicelider ograny!

Kolejny dreszczowiec piłkarzy ręcznych. Wicelider ograny!

Kolejny raz szczypiorniści AZS UMCS Lublin zadbali o to, aby dostarczyć odpowiednią porcję adrenaliny swoim fanom. Znowu o wyniku decydowały karne. Szczęśliwie dla akademików, tym razem to oni wyszli z nich zwycięsko, pokonując Eneę Orlęta Zwoleń!

 

Wynik spotkania otworzył Dmytro Dmytruk (1-0), ale szybko odpowiedział Patryk Kuchczyński (1-1). W kolejnym fragmencie oglądaliśmy koncert obijana poprzeczek. Drużynom brakowało dokładności. Po pięciu minutach jednak dwie bramki zapasu mieli już goście (1-3). Gola kontaktowego zdobył Antoni Maciąg (2-3), a chwilę później z linii siedmiu metrów wyrównał Dmytruk (3-3). W hali Globus trwał naprawdę równy pojedynek. W szeregach gospodarzy wyróżniał się młody Maciąg. Po kwadransie gry miejscowi prowadzili 7-6. Nie brakowało pomysłowości w rozgrywaniu przez nich akcji. Gdy do siatki trafił Daniel Burek (8-6), grający trener przyjezdnych ‒ Patryk Kuchczyński poprosił o czas. Goście byli w osłabieniu. Karą indywidualną ukarany został Piotr Kacperski. Wykorzystali to podopieczni Łukasz Achruka. Przewagę powiększył Dmytruk (9-6). Chwilę później było już 11-6, mimo że Zwoleń grał już w komplecie. Dobrze w bramce AZS-u spisywał się Karol Kołodziejczyk. Kibicom gospodarzy zaczęło przypominać się sobotnie starcie z Pabianicami, w którym również akademicy w pierwszej części meczu wyraźnie odskoczyli. Ale tym razem na taki obrót sprawy nie pozwoliły Orlęta. Szybko zniwelowały różnicę do jednego trafienia (11-10). Na osiem minut przed ostatnią syreną trener Achruk wziął przerwę na żądanie. Chwila oddechu pomogła zielono-białym wrócić do dobrej gry (13-10). Rywale mieli jednak w swoich szeregach Patryka Kuchczyńskiego, który gonił wynik.  Mimo tego na przerwę to gospodarze schodzili wygrywając 15-14.

Po zmianie stron nadal obraz meczu wyglądał podobnie. Minimalnie szala zaczęła przechylać się na stronę przyjezdnych. Po golu Sebastiana Płaczkowskiego na tablicy wyników widniał rezultat 17-19. Akademicy długo rozgrywali kolejną akcję. Rzutem zza pola karnego wykończył ją Daniel Burek (18-19). Coraz trudniejsze warunki stawiali goście, ale gole Jakuba Rycerza i Antoniego Maciąga sprawiły, że miejscowi na kwadrans przed końcem remisowali 21-21. W 53. minucie nadal żadna z drużyn nie była bliżej wygranej (23-23). Lublin po dobrej obronie Kołodziejczyka miał szansę na kontrę, ale akademicy popełnili błąd w jej wyprowadzeniu. Losy spotkania ważyły się do ostatnich sekund. Na półtorej minucie przed końcem przy stanie 25-25 trener Achruk wziął czas. W posiadaniu piłki byli gospodarze. Z ich akcji nic nie wynikło, ale także przeciwnicy nie zdołali zdobyć gola. Drugi raz z kolei AZS czekała seria karnych. Tym razem w przeciwieństwie do meczu z Pabianicami, to akademicy wyszli z niej obronna ręką. Decydująca była piąta kolejka, w której dla zielono-białych bramkę zdobył Dmytruk, po czym świetną interwencją popisał się Karol Kołodziejczyk przesądzając o zwycięstwie gospodarzy. Aktualnie zielono-biali są na 5. miejscu w tabeli 2. Ligi (Grupa III A).

- To sukces całego zespołu, wszyscy dorzucili do niego swoją cegiełkę! Muszę przyznać, że prawie dostałem dzisiaj zawału. Ale cieszy, że jest postęp! To widać po każdym treningu, na którym chłopaki dają z siebie wszystko. Rozumieją, co im chcę przekazać. Te dwa ostatnie mecze wyszły nam bardzo dobrze. Drużyna zostawiła zdrowie na parkiecie. Czasami gramy jeszcze falami. Zdarzają nam się przestoje. Prowadziliśmy już ze Zwoleniem różnicą pięciu goli. Jednak najważniejsze, że taki przestój nie zdarzył nam się w końcówce. Daliśmy radę w obronie i wyciągnęliśmy wynik, choć było już dwie bramki straty. ‒ powiedział po meczu trener Łukasz Achruk.

- Jestem bardzo zadowolony! Na ławce mamy świetnego trenera, z którym wykonujemy świetną pracę. Od tego wszystko się zaczyna. Ta praca jak widać przynosi efekty. Łukasz Achruk jest nie tylko naszym szkoleniowcem, ale i takim ósmym zawodnikiem. Sprawdza się we wszystkich rolach. Uważam, że inne zespoły z naszej grupy osiągnęły już maksimum swoich możliwości. Natomiast my dopiero zaczynamy. Aż się boję pomyśleć, co będzie za dwa lata, jak to wszystko się utrzyma. Mamy równą drużynę. Bardzo ważne, żeby udało nam się zatrzymać młodych zawodników, jak Antek Maciąg oraz przede wszystkim trenera Achruka. To nasz drugi mecz z kolei, w którym przez pewien okres wychodzi nam wszystko, ale potem zdarza się przestój. Jeśli to wyeliminujemy, to może i w tym roku powalczymy o awans. Ale spokojnie, spokojnie, póki co tak daleko nie wybiegamy. Musielibyśmy grać idealnie. Po serii dobrych spotkań liczę, że powalczymy o pierwszą trójkę, która gwarantuje grupę mistrzowską. ‒ skomentował na gorąco jeden z bohaterów, Karol Kołodziejczyk.

 

AZS UMCS Lublin ‒ Enea Orlęta Zwoleń 25-25 k: 4-3 (15-14)

AZS UMCS Lublin: Franciszek Grabowski, Dmytro Dmytruk (4), Piotr Makowski, Maciej Serafin (1), Paweł Daniel (2), Grzegorz Wielgus, Jakub Karpiński, Wojciech Bochenko (1), Oskar Majewski, Karol Kołodziejczyk, Jakub Rycerz (6), Daniel Burek (2), Jacek Stachowicz, Antoni Maciąg (8), Miłosz Drozd (1).

Enea Orlęta Zwoleń: Patryk Figura, Patryk Kuchczyński (9), Sebastian Płaczkowski (3), Piotr Kacperski (1), Błażej Smyrgała (1), Kacper Chołuj, Kacper Tuszyński (4), Marek Mierzwiak (1), Kacper Marzęda, Maciej Stępniewski (5), Wojciech Powszedniak, Paweł Włodarczyk, Piotr Samuś (1), Adam Lubawy.

 

fot. Michał Piłat

Autor: Kamil Wojdat

Wspierają Nas