X

Lublin 700 lat Lublina UMCS
Lider okazał się zbyt mocny

Lider okazał się zbyt mocny

Piłkarze ręczni lubelskiego UMCS-u przegrali u siebie z KS Uniwersytetem Radom 25:32. Goście byli bezdyskusyjnie lepsi i zasłużenie sięgnęli po komplet punktów.

Tydzień temu podopieczni Patryka Maliszewskiego mierzyli się z wiceliderem ligi – Anilaną Łódź. Wtedy zanotowali bolesną porażkę 17:38, więc kibice liczyli na rehabilitację w starciu z liderem. Radomianie chcieli za to przedłużyć serię meczów bez porażki i to im się udało.

Wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego to zespół z Radomia dyktował tempo gry. Na początku było 4:4, ale potem ekipa z Lublina musiała gonić wynik. Z minuty na minutę przyjezdni coraz bardziej rozkręcali się w ataku. Miejscowym udawało się jednak utrzymywać kontakt z rywalami. Dużym atutem lubelskiego zespołu była ich szybkość. Goście często nie nadążali z ustawianiem defensywy. Nadrabiali to jednak w ataku. Do końca pierwszej połowy Uniwersytet Radom prowadził 15:12. W lubelskiej hali brylował rozgrywający AZS-u Hubert Obydź. Większość rzutów gospodarzy było autorstwa właśnie tego zawodnika.

- W pierwszej połowie bardzo ciężko było z nimi grać. Chłopaki, przeważnie niscy i szybcy na nogach, sprawiali nam bardzo dużo problemów. W pierwszej połowie udawało nam się odskoczyć na te, powiedzmy, 4-5 bramek. Zaraz chłopaki z Lublina nas doganiali i powiedzieliśmy sobie w szatni kilka ostrych słów, żeby zacieśnić obronę i skupić się między innymi na Hubercie Obydziu. Dzięki temu odskoczyliśmy na kilka bramek – wyjaśnia jeden z graczy KS Uniwersytetu Radom Radosław Pomiankiewicz.

Druga partia pokazała różnice w poziomach obu drużyn. Pomimo tego, że gospodarze próbowali przeciwstawić się przyjezdnym przez dłuższy fragment spotkania, nie udało im się dotrzymać tempa przez pełne 60 minut. Szczypiorniści z Radomia, którzy aspirują do awansu do pierwszej ligi, wrzucili wyższy bieg i gospodarzom ciężko było nawiązać z nimi równą walkę. Podopieczni Patryka Maliszewskiego mieli kilka okazji do zniwelowania strat, między innymi za sprawą aktywnego Huberta Obydzia, ale to było zbyt mało na bardzo dobrze grających radomian. Przez większą część meczu AZS tracił trzy bramki, dopiero w końcówce Radom odskoczył na ponad 8 „oczek”. Ostatecznie lublinianie musieli uznać wyższość rywala i przegrali 25:32. To ich piąta porażka w tym sezonie.

- Spodziewaliśmy się ciężkiego mecz. Nie ukrywajmy, przyjechał do nas lider rozgrywek. Generalnie zagraliśmy, pomimo takiej średniej skuteczności, duży fragment meczu nieźle w obronie. Bramkarze również się włączyli do tego. W ataku, żeby troszeczkę było więcej tej zimnej głowy, żebyśmy w momencie kiedy graliśmy w przewadze mogli dojść rywali, to wynik utrzymywalibyśmy w zasięgu tej 1-2 bramek – ocenia opiekun akademików z Lublina Patryk Maliszewski.

Następne spotkanie szczypiorniści AZS-u rozegrają za tydzień z ChKS-em Łódź. Z kolei Uniwersytet Radom na własnym parkiecie podejmie CKS Jurand Ciechanów.

Wspierają Nas