Lublin 700 lat Lublina UMCS
Musiało się udać! ‒ twierdzi trener Piotr Maruszewski

Musiało się udać! ‒ twierdzi trener Piotr Maruszewski

Trener Piotr Maruszewski od ponad roku prowadzi płotkarkę ‒ Karolinę Kołeczek. Dzięki swojemu nieprzeciętnemu podejściu do treningu doprowadził zawodniczkę do rekordu życiowego (12.75). Akademiczka z przytupem wdarła się do europesjkiej czołówki. Teraz będzie chciała namieszać na Mistrzostwach Świata. Porozmawialiśmy z trenerem o historii tej współpracy oraz planach na przyszłość.



Śmiało można powiedzieć, że gwiazda Piotra Maruszewskiego rozbłysła. Pytanie, dlaczego właśnie teraz? Może gdyby wcześniej zajął się Pan prowadzeniem zawodników, mielibyśmy medalistów imprez międzynarodowych.

Nie wiemy, nie sprawdzimy tego. Czasu nie cofniemy. Wcześniej pracowałem z dziećmi i młodzieżą. Karolina mówiąc szczerze była pierwszą dużą seniorką, która do mnie trafiła ‒ trochę z przypadku. Cieszymy się, że trafiła! Zrobiliśmy kawał dobrej roboty przez rok, dokładnie od lata 2018. Zatem niedawno minęła nam rocznica.

 

Bardzo ciekawa jest Pana historia. Od trenera przygotowania motorycznego do szkoleniowca płotkarki. A przecież o płotkach jeszcze nie tak dawno nie miał trener dużej wiedzy. Jak to wszystko mogło się udać?

Musiało się udać! Dzisiaj mamy taki komfort, że mamy przesyt informacji. Kiedyś natomiast trzeba było latać po świecie, wysyłać faksy i siedzieć w bibliotekach. Teraz jest to o wiele łatwiejsze. Wziąłem się szybko za naukę i nauczyłem się dość szybko płotków! 

 

Nie było obaw przed rzuceniem się na tak głęboką wodę? Przecież współpraca z Karoliną na pewno było obarczona dużą odpowiedzialnością. A jak wspomnieliśmy wcześniej, płotki nie były dla Pana codziennością.

Zawsze jest wielka odpowiedzialność. Zarówno pracując z utytułowanymi zawodnikami, ale też w mojej ocenie z dziećmi. Jeśli się popsuje fundamenty, to żaden budynek nie będzie prosto stał już nigdy. Zatem temat odpowiedzialności trenerów jest czymś, co podkreślam na każdym kroku; w wywiadach, rozmowach. Moim zdaniem jest on traktowany zbyt lekką ręką przez środowisko trenerskie w Polsce. To nie jest kamyczek do ogródka. Absolutnie nikogo nie wytykam. To taka moja obserwacja. Nie tylko odnośnie lekkiej atletyki, ale ogólnie dotycząca zawodu trenera w naszym kraju.

 

Dla Pana ten ostatni czas od lata 2018 jest sporym zaskoczeniem?

Postawiliśmy sobie pewne diagnozy, widzieliśmy obszar do poprawy. Płotki są piękne o tyle, że dużo rzeczy można obliczyć na podstawie parametrów treningowych. Możemy dużo prognozować. Zatem dobre wyniki nie były zaskoczeniem. Na wiosnę chciałem ustabilizować Karolinę w granicach 12.80 sekundy. To się wydarzyło. Jej biegi w tym sezonie mieszczą się w przedziale +/- 1% od 12.80 sekundy. Za rok chcemy być ustabilizowani na 12.70 sekundy. To znaczy, że będziemy atakować czas o 1% lepszy. Nie da się przygotować formy na jeden start. Musi być stabilizacja. Wtedy dopiero dochodzą inne czynniki, które zaczynają odgrywać rolę. Karolina tę stabilizację ma. Posiada najlepszą średnią startów podczas wszystkich europejskich płotkarek. Deklasuje resztę stawki!

 

Co wyróżnia metody treningowe Piotra Maruszewskiego od metod innych szkoleniowców? Słyszałem głosy, że wywrócił pan do góry nogami pojęcie przygotowań do sezonu.

Nie ma gotowych planów treningowych dla każdego zawodnika. Moim celem nie było wywracanie czegokolwiek, ale znalezienie optymalnego rozwiązania, które pociągnie nasze wyniki. Nie porównuję się do kogokolwiek. Natomiast wierzę w swoją filozofię. Mam świadomość, że przygotowałem program, który jest inny. Wiem o tym. Może to, co robimy z Karoliną wcale nie sprawdziłoby się w stosunku do kogoś innego. U nas jednak przynosi efekty! Każdy jest w tym względzie inny. Inaczej reaguje na trening. Trzeba dobrać rodzaj pracy do konkretnego człowieka.

 

W bardzo krótkim czasie nadrobiliście z Karoliną kilka lat. Jak obudzić w doświadczonej zawodniczce nowe pokłady, które pozwolą wydobyć coś, co do tej pory było ukryte?

Dokładnie przeanalizowałem dotychczasową pracę Karoliny. Na podstawie danych historycznych próbowałem oszacować, czego w treningu było za dużo, czego za mało, czego wcale. Można powiedzieć, że to była taka analiza SWAT. Wyciągnąłem z tego wnioski. Rok pracy pokazał, że w większości się nie pomyliłem. W większości, bo zawsze gdzieś się zdarzają pomyłki.

 

Teraz rekord Karoliny wynosi 12.75. Załóżmy, że widzimy się za rok. Okiem Piotra Maruszewskiego życiówka będzie inna?

Musi być inna! Tak jak wspominałem wcześniej: w płotkach wiele da się wyliczyć na podstawie danych statystycznych zebranych podczas treningów. W tym jestem bardzo sumienny. Wszystkie mam nagrane. Dzięki temu mogę zakładać o jakie wyniki możemy walczyć. To prosta matematyka. Liczę, że za rok ustabilizujemy Karolinę na poziomie 12.70 sekundy, a to nam da możliwość ataku wyniku o 1% lepszego od tego czasu. 

 

Czy trener inspiruje się pracą innych szkoleniowców, czy pomysły na plany treningowe są zupełnie autorskie, a weryfikacja tego czy są dobre przychodzi dopiero podczas startów?

Nie ma autorskich pomysłów. Tak jest w każdej dziedzinie życia. Jeśli chodzi o mnie, to mam kilka inspiracji. Współpracuję z pewnymi trenerami w Stanach Zjednoczonych. Takie kontakty zmuszają mnie do myślenia. Patrzę, co robią inni, zwracam uwagę na różne elementy, szukając optymalnego rozwiązania dla danego zawodnika. Gdybym przywiózł jakiegoś gotowca na przykład od trenera Filipowskiego prowadzącego Pamelę Dutkiewicz, to on by się po prostu nie sprawdził.

 

Czego życzyć na koniec rozmowy?

Zapał jest, motywacja jest! Jedyny hamulec, który może nam przeszkodzić to zdrowie. Zatem trzeba życzyć właśnie jego. Karolina na szczęście nie jest kontuzjogenna, więc wszystko idzie jak z płatka!.

 

fot. Paulina Ziemiańska

Autor: Kamil Wojdat

Wspierają Nas