Lublin 700 lat Lublina UMCS
Jesteśmy walecznym Zespołem

Jesteśmy walecznym Zespołem

Jak skomentowałby Pan ostatni wygrany mecz z Basketem Gdynią?

KS - W pierwszej kwarcie było widać, że zespół dociera się na parkiecie. W pełnym składzie rozegraliśmy raptem dwa koszykarskie treningi. Mam tutaj na myśli grę 5 na 5. Na taki komfort mogliśmy sobie pozwolić, kiedy do pełnych treningów powróciła Aneta Kotnis, która pauzowała trzy tygodnie oraz Dara Taylor, wracająca po sześciotygodniowej przerwie, a także, gdy do zespołu dołączyła nowa zawodniczka, Lejla Bejtić. Tak jak mówię to, że dziewczyny się zgrywały, było dostrzegalne w pierwszej części meczu. Później, następne dwadzieścia, dwadzieścia siedem minut, graliśmy naprawdę dobrze. W mojej ocenie w ostatnich dwóch minutach nastąpiło całkiem niepotrzebne rozluźnienie, które mogło nas drogo kosztować. Jest to nauczka na przyszłość, na szczęście bez konsekwencji. Przez drugą, trzecią i znaczną część czwartej kwarty dziewczyny realizowały założenia przedmeczowe na przyzwoitym poziomie. Nie możemy zapominać, że nasz zespół na chwilę obecną nie pokazuje swoich maksymalnych możliwości, dziewczyny na pewno mogą grać lepiej. Potrzebujemy jeszcze trochę czasu, bo przez urazy jesteśmy zmuszeni docierać się w trakcie sezonu. Najważniejsze jest, żebyśmy nie pogubili głupio punktów.

W meczu z gdyniankami, mieliście wysoki procent skuteczności w rzutach osobistych (ok. 77,8%). Czy jest to element, nad którym szczególnie pracujecie?

KS - Na treningach rzucamy bardzo dużo rzutów wolnych. Oczywiście ich skuteczność zależy od koncentracji czy dyspozycji dziennej zawodniczek, ale również przywiązujemy dużą wagę do tego elementu w procesie szkoleniowym. W momencie kiedy Dara Taylor wróciła do gry,  otwiera to nam nowe możliwości i możemy więcej grać 1 na 1, szybciej, a to wymusza faule. Musimy po prostu przekładać rzuty osobiste na punkty.

Jaka jest Pana recepta na wygraną z Widzewem Łódź?

KS - W meczu z Widzewem musimy na pewno zagrać bardziej agresywnie, bez głupich błędów w obronie. W szczególności musimy zatrzymać amerykanki – Ross, Okoye i Boothe, starać się ograniczyć ich swobodę w grze i być skutecznym w ataku. Przypuszczam, że Widzew będzie bronił strefą. Na najbliższych treningach będziemy ćwiczyć granie przeciwko takiemu ustawieniu w defensywie. Przed meczem z Gdynią powiedziałem dziewczynom, że jeżeli nie chcemy grać tylko o utrzymanie, tylko chcemy zagrać o coś więcej, to takie mecze jak z Gdynią, Widzewem musimy obowiązkowo wygrywać.

Wybiegając dalej w przyszłość, po przełknięciu gorzkiej pigułki w Bydgoszczy, jak zapatruje się Pan na mecz z Wisłą Kraków?

KS - Jeżeli chodzi o wyjazd do Krakowa, my znamy swoje miejsce w szeregu. Porażka w Bydgoszczy była dla nas bardzo dotkliwa, ale trzeba pamiętać, że wtedy graliśmy bez czterech podstawowych zawodniczek. Mecz pokazał, że tylko w pełnym składzie jesteśmy w stanie rywalizować z takimi zespołami. Do Krakowa pojedziemy z chęcią pokazania się z jak najlepszej strony i postaramy się zaskoczyć. Na pewno nie pojedziemy tam ze spuszczonymi głowami.

Powiększona liga nam sprzyja.

KS – Liga na pewno teraz będzie mocniejsza niż w zeszłym roku,  bardziej wyrównana. Teraz każdy z beniaminków jest w miarę mocny, bo i Siedlce, i Ślęza zbudowała dobry zespół. My też nie jesteśmy słabym zespołem. Drużyna z Konina też poczyniła transfery, dlatego ta liga na pewno będzie ciekawsza. Wśród ośmiu pozostałych zespołów, oprócz tych czterech topowych,  prawdę mówiąc, każdy może z każdym wygrać. Żaden wynik, czy to u siebie, czy  na wyjeździe, nie będzie niespodzianką. Nie będzie faworytów. Każdy wynik w takich spotkaniach będzie po prostu możliwy.

Jak ocenia Pan zgranie zespołu? Amerykanki dołączyły do drużyny we wrześniu, już w trakcie przygotowań do sezonu. Rozegraliście niedługo później serię sparingów. Były mecze wygrane, ale i porażki.

KS – Dla nas żaden mecz nie będzie prosty, żeby nie było tutaj jakiś niedomówień. Jesteśmy beniaminkiem. Zbudowaliśmy najlepszy skład, jaki personalnie mogliśmy zbudować. Gramy spokojnie o utrzymanie, ale na pewno będziemy chcieli powalczyć o play off-y. Myślę, że z każdym tygodniem nasza gra będzie się zazębiała i będzie coraz lepsza. Krok po kroku będziemy chcieli kompletować kolejne zwycięstwa.

Czy już widać to zgranie na boisku? W czasie sparingów na parkiecie była duża rotacja zawodniczek.

KS - Nie przywiązywałbym wielkiej wagi do meczów przygotowawczych. Ani ze zwycięstwa z Rybnikiem bym się specjalnie nie cieszył, ani nie martwił przegraną z Siedlcami. Cały czas praktycznie graliśmy szerokim składem, żeby dać szansę pokazania się każdej dziewczynie, żeby zobaczyć na kogo można liczyć podczas rozgrywek ligowych. To zgranie powinno być z każdym meczem coraz lepsze.

Jakie jest przygotowanie psychiczne dziewczyn?

KS - Mamy generalnie zespół, w którym są trzy zawodniczki ze Stanów. Dwie z nich po raz pierwszy grają w Europie. To jest dla nich jakaś nowość, sposób przygotowania, ilość gier sparingowych…  Jak tak sobie rozmawiamy…

… widać różnicę?

KS - To znaczy one są zdziwione wieloma rzeczami. Koszykówka amerykańska, szczególnie uniwersytecka, jest całkiem inna, ale się przyzwyczajają. Wiedzą, że przyjechały tutaj do pracy. Koszykówka sprawia im przyjemność. Szczególnie Amerykanki mają taką mentalność, że do każdego meczu podchodzą bez respektu do przeciwnika,  z wiarą w zwycięstwo i my tak też do tego meczu podejdziemy.

Wygląda na to, że Amerykanki mają pozytywny wpływ na zespół…

KS – To, że one tutaj są, to jest z pewnością wzmocnienie dla tego zespołu. Dziewczynom na pewno się przy nich łatwiej gra. Wydaje nam się, że transfery zawodniczek z zagranicy były trafione, zarówno pod względem koszykarskim, jak i pod względem osobowościowym. Jesteśmy zadowoleni na obu tych płaszczyznach, więc zespół wydaje się zgrany. Oczywiście są tam takie czy inne problemy, ale je każdy ma.  

Czy widzi Pan w tej drużynie potencjał?

KS – Tak,w tym zespolejest potencjał. Zespół jest też tak zbudowany, szczególnie tutaj mówię o polskich graczach, że są w nim zawodniczki, które mają coś do udowodnienia. Natalia Mrozińska (Żandarska) i Aneta Kotnis w tamtym sezonie, w drużynie ze Szczecina, mało grały, raptem po kilka minut.

… ławka nie mobilizuje

KS - Dokładnie. Aldona Morawiec też ma swoje ambicje, również w zespole z Rybnika nie grała za dużo. Na pewno one będą chciały się pokazać, udowodnić, że zasługują na grę w ekstraklasie. Dla Kaśki Trzeciak jest to debiut w najwyższej klasie rozgrywkowej. Zespół na pewno będzie walczył, będzie chciał się pokazać z jak najlepszej strony.

Czy zespół pierwszoligowy będzie prowadzony w analogiczny sposób jak drużyna z ekstraklasy?

KS - Nie do końca. Dziewczyny z pierwszej ligi nie będą grały wszystkich zagrywek, które my gramy, bo to nie jest dla nich w tym momencie osiągalne. Staramy się natomiast wprowadzić przynajmniej takie same zasady w obronie oraz kilka naszych zagrań. Także to jest jakoś tam skorelowane.

Daria Cybulak została Pana asystentką, jest równocześnie trenerką zespołu pierwszoligowego. Jak układa Wam się współpraca?

KS – Współpraca idzie bardzo dobrze. Zobaczymy. Daria jest w o tyle trudnej sytuacji, że pracuje praktycznie tylko z częścią dziewczyn, które będą grały w pierwszej lidze. Nie zapominajmy, że do tego składu będą dołączać zawsze trzy, cztery zawodniczki z pierwszego zespołu. Zrozumiałe, że ta drużyna nie będzie na pewno zgrana i początek sezonu będzie dla niej trudny, tak jak dla nas.

Jakim zespołem będzie AZS?

KS – Będzie walecznym zespołem. Na pewno bym chciał, żeby Pszczółka AZS UMCS Lublin był zespołem, który będzie dobrze grał w obronie, żeby ta koszykówka w ataku była miła dla oka, szybka, w miarę zorganizowana. Również chcielibyśmy, żeby dziewczyny, bez względu na wynik, czy to jest plus dwadzieścia czy minus dwadzieścia, grały ciągle z tym samym zaangażowaniem. Do tego będziemy dążyli.

Życzę powodzenia i zdrowia na boisku. Dziękuję za wywiad.

KS - Dziękuję.

Wywiad przeprowadziła Anna Skóra

Wspierają Nas