Lublin 700 lat Lublina UMCS

"Na pewno będę od siebie więcej wymagać"

 

AZS.UMCS.PL: Na początek cofnijmy się trochę w przeszłość. Jesteś koszykarką urodzoną we Włoszech, ale jeśli chodzi o Twoje występy w drużynach juniorskich, to reprezentowałaś barwy Polski.

Olivia Tomiałowicz: To prawda. We Włoszech się urodziłam. Niedługo potem wyjechałam do Polski. Tutaj się wychowałam. Całe życie praktycznie spędziłam tutaj.

Twoja koszykarska kariera zaczęła się w klubie PTS Lider Pruszków, później PZKosz Łomianki. Wtedy też rozpoczęła się Twoja kariera reprezentacyjna. Przez 5 lat od 2006 roku występowałaś w juniorskich reprezentacjach na Mistrzostwach Europy. Na swoim pierwszym turnieju zostałaś nawet królową strzelców. Jak wspominasz tamte czasy?

Wspominam je bardzo dobrze. Myślę, że każda przygoda z reprezentacją jest dla gracza powodem do dumy i naprawdę wielką satysfakcją za całą swoją pracę. Uważam też, że wyniki, które osiągnęłyśmy były w miarę satysfakcjonujące. Wiadomo, zawsze trzeba mierzyć wyżej, ale mam z tego okresu naprawdę dobre wspomnienia. Chętnie cofnęłabym się do tamtych czasów.

Masz już spore doświadczenie jeśli chodzi o polską Ekstraklasę. Pszczółka AZS UMCS jest Twoim szóstym takim klubem. Najdłużej, bo trzy sezony grałaś w Lotosie Gdynia. Co jest najtrudniejsze przy tak częstych zmianach zespołów?

W dzisiejszych czasach zawodniczki rzadko podpisują dłuższe kontrakty niż na rok. Zazwyczaj same tego chcą, bo też nie wiadomo co w tych klubach się dzieje. Przeprowadzki nie są w tym najtrudniejsze. Już jesteśmy poniekąd do tego przyzwyczajone. Weszło już to w rutynę i nie sprawia jakichś wielkich problemów.

To może aklimatyzacja do nowego środowiska?

Na pewno. Zapoznanie się z nowym systemem grania. Każdy trener ma swoje filozofie, każda drużyna jest inna. Najtrudniejsze w tym wszystkim jest to, żeby poskładać to wszystko w całość.

Największe sukcesy odnosiłaś w Lotosie Gdynia (obecnie Basket Gdynia – dop. KK), z którym wywalczyłaś dwa tytuły Mistrza Polski. Jak na razie to najbardziej udany okres w Twojej karierze, prawda?

Zdecydowanie tak. Muszę też przyznać, że bardzo dużo się tam nauczyłam. Miałam okazję grać z najlepszymi zawodniczkami na świecie. Zarówno dużo dziewczyn z seniorskiej reprezentacji Polski, jak i koszykarki zza granicy bardzo pomagają w rozwoju. Ten okres w mojej karierze również wspominam naprawdę dobrze.

Ten sezon rozpoczęłaś w barwach MKK Siedlce. Teraz grasz w Lublinie. Dlaczego zdecydowałaś się na taki transfer?

Względy czysto sportowe. Wiem, że na pewno tutaj mam większe szanse na rozwój i będę więcej czasu spędzała na parkiecie. To jest dla nas najważniejsze.

Trener Krzysztof Szewczyk zapowiadał, że jego celem głównym jest w tym sezonie awans do playoffs. Czy to jest dla Was plan do wykonania?

Zdecydowanie tak. Ja nie widzę żadnych przeszkód. Przeciwnicy, z którymi teraz gramy są w naszym zasięgu. Przy naszej dobrej postawie jest to cel jak najbardziej realny.

Obecnie zajmujecie 9. miejsce w tabeli Tauron Basket Ligi Kobiet. Jak oceniasz poziom ligi?

Obecnie, moim zdaniem poziom jest troszkę niższy niż było to przed kilku laty. Jest natomiast bardzo wyrównany. Każdy tutaj, może oprócz Wisły, która jest poza zasięgiem reszty zespołów, może walczyć w każdym spotkaniu o zwycięstwo. Każdy z każdym może wygrać. Playoffs to jest jak najbardziej otwarta droga dla wszystkich drużyn.

Jak wrażenia po Twoim pierwszym meczu w Lublinie (wygranym z Basketem Gdynia 74:73 – dop. KK)?

Emocje straszne. Dla mnie to na pewno był stres, ale też nowe doświadczenie. Mecz bardzo ciężki. Znam dziewczyny zaledwie od kilku dni. Dopiero zapoznaję się z tym wszystkim, ale było widać, że kompletnie nic nam nie szło. Mecz bardzo ciężki, ale mogliśmy liczyć na wsparcie kibiców. Super, że nam pomagali, bo faktycznie, przez cały czas dopingowali i to dało się odczuć. Myślę, że kolejne mecze będą wyglądały lepiej. Ten szedł bardzo opornie i cieszę się, że udało nam się go wygrać, bo sztuką jest z takich pojedynków wychodzić zwycięsko.

Celem dla całego zespołu jest walka w playoffs. Jakie są cele dla Ciebie?

Ja bardzo liczę na te playoffs i to jest dla mnie cel numer „jeden”. To jest najważniejsze, bo chodzi o zespół. Indywidualnie na pewno będę od siebie więcej wymagać. Ten sezon jest dla mnie naprawdę ciężki – przeprowadzki, zmiany klubu. W trakcie sezonu to nigdy nie jest fajne. Liczę na to, że może bardziej się otworzę i bardziej indywidualnie też pomogę zespołowi.

Rozmawiał Krzysiek Kurasiewicz

 

Wspierają Nas