X

Lublin 700 lat Lublina UMCS
Play-offy są ciągle w zasięgu ręki

Play-offy są ciągle w zasięgu ręki

Wiele nerwów straciły lubelskie siatkarki podczas ostatniego ligowego spotkania. Akademiczki przegrały na własnym parkiecie z MKS-em San-Pajda Jarosław 2:3 i poważnie skomplikowały sobie walkę o play-offy.

Pierwszy set rozpoczął się od prowadzenia gospodyń. Szybko odskoczyły rywalkom na dwa punkty, lecz zespół Pawła Pajdy się nie poddawał. Przyjezdne postawiły silny opór i co rusz doprowadzały do remisu. Sytuacja zmieniła się w końcówce przy stanie 17:19 dla gości. Drużyna AZS-u wzięła się w garść i zaczęła odrabiać straty, by ostatecznie wygrać pierwszego seta 25:19.

- Spodziewałyśmy się ciężkiego meczu. Kwestia u nas jest taka, że my w zasadzie mamy już zapewnione drugie miejsce, a Lublin dość mocno walczy o „czwórkę”. Na przegranej w pierwszym secie zaważyła nasza słaba postawa, bo zepsułyśmy 8 zagrywek, 2-3 „siatki”, kilka błędów własnych i słabo wyglądała organizacja gry z naszej strony – wylicza libero gości Anna Bartyzel.

Drugi set był bliźniaczo podobny do poprzedniego, z tą różnicą, że lepiej zakończył go wicelider z Podkarpacia. Ponownie Sylwia Obszyńska i spółka osiągnęły dwupunktową przewagę, lecz rywalki szybko zremisowały. Przez większość seta walka była zacięta a wynik wyrównany. Dobrze atakowały Aleksandra Dudek i wspomniana wcześniej Obszyńska, natomiast po drugiej stronie siatki brylowały Paulina Chmielarczyk i Magdalena Trojnar. Przy stanie 22:20 wydawało się, że akademiczki z Lublina przechylą szalę zwycięstwa na swoją korzyść, jednak stało się inaczej. Przeciwniczki z Jarosławia poprawiły grę obronną, jak i atak i wygrały 25:23.

Trzecia partia była najgorsza w wykonaniu lublinianek. Od początku musiały gonić wynik, gdyż przegrywały 4:10. Tak duża strata musiała podłamać zespół z Lublina, który nie mógł przeciwstawić się sile ofensywnej MKS-u Jarosław. Podopieczne Pawła Pajdy spokojnie kontrolowały przebieg seta, jednocześnie powiększając swoją przewagę. To sprawiło, że zasłużenie wygrały trzecią partię 25:15, a sytuacja AZS-u stała się trudna.

- W drugim secie było równo i mogliśmy wygrać. Prowadziliśmy 22:21 i była szansa zwycięstwa, ale tak jak w sporcie. Pierwszy set przegrywaliśmy i wygraliśmy końcówkę w doskonałym stylu. Drugi wygrywaliśmy i przegraliśmy końcówkę. Spotkały się dwa zespoły równorzędne, więc tak wyszło. Ten trzeci set rzeczywiście nam uciekł. Jak się jest blisko i nie wygrywa, to potem jest takie załamanie – ocenia trener AZS UMCS Jacek Rutkowski.

Chwila przerwy okazała się zbawienna dla AZS-u. Przeciwniczki z Jarosławia co chwilę musiały gonić wynik, ale przewaga gospodyń była aż nadto widoczna. Przy stanie 21:15 mogło się wydawać, że akademiczki z Lublina gładko wygrają czwartego seta, lecz do samego końca musiały walczyć o zwycięstwo. Na szczęście udało im się wygrać 25:22 i tie-break zapowiadał się niezwykle emocjonująco.

Decydujący fragment spotkania padł jednak łupem gości. Więcej zaangażowania i determinacji wykazywała ekipa przyjezdnych. Już na początku zawodniczki z Podkarpacia osiągnęły pięciobramkową przewagę. Siatkarki z Lublina starały się wrócić do gry, lecz MKS skutecznie im na to nie pozwalał. Ostatecznie gospodynie przegrały 7:15.

 - Zależało nam na wygranej, bo walczymy o „czwórkę”, więc każdy punkt się liczy. Niestety, nie zachowałyśmy zimnej krwi, gdzieś koncentracja spadła, może też troszkę słabiej zaczęłyśmy przyjmować, więc te dwa sety uciekły. Doprowadziłyśmy do tie-breaka i niestety przegrałyśmy do 7. Cieszymy się z tego jednego punktu, który udało nam się zdobyć – podkreśla kapitan lubelskiego zespołu Magdalena Bogusz.

Porażka sprawia, że AZS UMCS Lublin ma na koncie 22 punkty. Kolejny mecz akademiczki z Lublina rozegrają w najbliższą sobotę w Tomaszowie Lubelskim z tamtejszą Tomasovią. To będzie ich ostatnie spotkanie rundy zasadniczej. Wynik tego meczu zadecyduje czy drużyna AZS-u znajdzie się w play-offach II ligi.

Wspierają Nas