X

Lublin 700 lat Lublina UMCS
Przełamania nie było

Przełamania nie było

W meczu 21. kolejki rozgrywek 1. Ligi Futsalu Mężczyzn, AZS UMCS Lublin przegrał we własnej hali z GKS Futsal Tychy 2-5. Dla Dzików był to ostatni w tym sezonie mecz przed własnymi kibicami.

 

Spotkanie od ataku rozpoczęli przyjezdni. I już w 1 minucie pojedynku po dobrze rozegranym rzucie rożnym w słupek trafił Paweł Pytel. W kolejnym fragmencie to Dziki dłużej utrzymywały się przy piłce, ale gola zdobyli goście. Pytel podał do Tomasza Bernata, a ten w 3 minucie dał tyszanom prowadzenie (0-1). Drużyny nie stwarzały sobie dogodnych sytuacji. Próbował Łukasz Mietlcki, który po zagranym z Grzegorzem Fularskim rzucie wolnym uderzał obok bramki GKS-u. Za nami było dziesięć minut meczu. Gospodarze coraz odważniej zaczęli poczynać sobie na połowie rywala. Strzał Konrada Tarkowskiego obronił jednak Adam Borowski. W tej samej akcji umieścić piłkę w siatce chcieli Rafał Al-Swaiti i Wojciech Wiśniewski. Żadnemu z nich ta sztuka się nie udała. Niedługo potem kapitalną dwójkową akcję przeprowadził duet Mietlicki-Fularski. Na drodze stanął goalkeeper z Tych. Bliski szczęścia po zamieszaniu w polu gości był Michał Ostrowski, ale i tym razem bramka nie padła. Napór akademików rósł, jednak to goście mogli podwyższyć wynik. Tomasz Bernat zagrał do Kacpra Dudzika, który stanął przed okazją na gola. Świetnie między słupkami Dzików zachował się Przemysław Hajkowski. Na zegarach pięć minut do syreny kończącej pierwszą odsłonę. Podopieczni trenera Artura Gadzickiego zaciekle próbowali odrobić straty. Udało im się to w 16 minucie. Świetnym podaniem z własnej połowy popisał się Tarkowski. Piłka przelobowała obronę rywali i dotarła do Fularskiego. Ten przyjął ją i długo nie zastanawiając się huknął z woleja w kierunku bramki Borowskiego. Goalkeeper gości nie miał przy tym uderzeniu nic do powiedzenia. Akademicy remisowali 1-1. Gdy wydawało się, że takim wynikiem zakończy się pierwsza połowa, na 30 sekund przed końcem arbiter odgwizdał szósty faul na zawodniku z Tych. To oznaczało przedłużony rzut karny dla GKS-u. Do piłki podszedł Marek Kołodziejczyk i dał futsalistom ze Śląska prowadzenie (1-2).

Pierwsze minuty po przerwie nie przyniosły wielu sytuacji. Na parkiecie nie brakowało emocji. W 27 minucie czerwoną kartkę w zespole zobaczył strzelec gola, Marek Kołodziejczyk. Jego brak nie podziałał jednak negatywnie na GKS. Ze zmiennikiem w jego miejsce tyszanie nadal radzili sobie dobrze. W 30 minucie w sytuacji sam na sam znalazł się Bernat, ale górą z tego pojedynku wyszedł Hajkowski. W szeregach gospodarzy zaskoczyć bramkarza gości chciał Wojciech Boniaszczuk, ale bezskutecznie. Co nie wyszło jemu wyszło przeciwnikom. Błąd Rafała Króla, który zagrał wzdłuż własnej bramki wykorzystał Dawid Kochanowski. Jego pierwszą próbę zatrzymał Hajkowski, ale przy dobitce już był bezradny. Chwilę później podwyższyć wynik mógł ten sam zawodnik. Tak się nie stało, a z szybką kontrą wyszli akademicy. Gola kontaktowego zdobył Rafał Al-Swaiti. Do końca zostało siedem minut. Gospodarze zaczęli forsować defensywę rywali. Byli coraz bliżej wyrównania. Bronił jednak Borkowski, albo brakowało nieco szczęścia. W poprzeczkę trafił Boniaszczuk. W ostatnim fragmencie trener Gadzicki postawił wszystko na jedną kartę, wprowadzając dodatkowego zawodnika z pola w miejsce bramkarza. Ryzyko się nie opłaciło. W 40 minucie podopieczni Samuela Jani dwukrotnie skierowali piłkę do pustej bramki. Najpierw Piotr Pytel, a potem Paweł Pytel. Spotkanie zakończyło się wynikiem 2-5.

Na kolejkę przed końcem Dziki z dorobkiem 27 punktów zajmują ósme miejsce w Grupie Południowej 1. Ligi Futsalu Mężczyzn.

- Po raz kolejny wynik nie odzwierciedla tego, co się dzieje w meczu. Niestety nie zdobywamy punktów. Na siedem ostatnich spotkań, w których można było uzbierać 21 oczek, nam udało się tylko 2. Nie jest tak, jak być powinno. Mam tego świadomość i muszę brać za to odpowiedzialność. Cieszą te punkty wywalczone zimą, bo dzięki nim mamy bezpieczne utrzymanie. Gdyby nie one, teraz moglibyśmy walczyć o to do samego końca. Wiedzieliśmy, że ten sezon może być ciężki, ale ósme miejsce - bo na takim pewnie skończymy, jest poniżej naszych możliwości.

- Nie zasłużyliśmy na taką porażkę. Mieliśmy sytuację, żeby wyrównać na 3-3. Nie udało się. Musieliśmy zaryzykować. Niestety gra w przewadze wiąże się z prawdopodobieństwem straty goli. Straciliśmy dwie bramki. Wynik wysoki, ale z przebiegu meczu niezasłużony. Dzisiaj wrócili do składu Grzegorz Fularski Łukasz Mietlicki. Wnoszą wiele do drużyny. To było dzisiaj widać. Teraz zagramy w Laskowicach. Nie wiemy w jakim składzie pojedziemy i niezależnie od miejsca w tabeli będziemy walczyć o trzy punkty - powiedział po meczu zawodnik KU AZS UMCS Lublin, Konrad Tarkowski.

 

AZS UMCS Lublin - GKS Futsal Tychy 2-5 (1-2)

AZS UMCS Lublin: Przemysław Hajkowski, Marcin Ostrowski, Wojciech Boniaszczuk, Łukasz Mietlicki, Grzegorz Fularski (16’), Michał Ostrowski, Wojciech Wiśniewski, Rafał Król, Konrad Tarkowski, Michał Zgierski, Rafał Al-Swaiti (33’).

GKS Futsal Tychy: Adam Borowski, Tomasz Bernat (3’), Michał Słonina, Paweł Pytel (40’), Kacper Dudzik, Filip Krzyżanowski, Marek Kołodziejczyk (20’), Dawid Kochanowski (32’), Piotr Pytel (40’).

 

fot. Michał Piłat

Autor: Kamil Wojdat

Wspierają Nas