X

Lublin 700 lat Lublina UMCS
Punkt w starciu z Rzeszowem

Punkt w starciu z Rzeszowem

Remisem 4-4 zakończyło się spotkanie szesnastej kolejki 1. Ligi Futsalu Mężczyzn między KU AZS UMCS Lublin a Heiro Futsal Rzeszów. Bramkę na wagę punktu dla akademików zdobył na pół minuty przed końcem meczu Jarosław Walęciuk.

 

Spotkanie od ataku rozpoczęli gospodarze, ale próba Artura Sułka po podaniu Łukasza Mietlickiego nie była na tyle dobra, aby pokonać bramkarza Heiro - Rafała Piszczka. "Dziki" starały się narzucić rywalom swój styl gry od samego początku. W 6 minucie to przyjezdni objęli jednak prowadzenie. Po dalekim wyrzucie z własnego pola karnego Piszczka, piłkę na klatkę piersiową przyjął Sebastian Brocki, po czym obrócił się i pewnym uderzeniem z kilku metrów pokonał Pawła Furtaka (0-1). Trzy minuty później Heiro ponownie było bliskie zdobycia gola. Piłkę zbyt wysoko posłał szczęśliwie dla akademików Bartłomiej Przybyło. Swoje okazje mieli także podopieczni trenera Artura Gadzickiego, jednak albo brakło kilku centymetrów, aby dostawić głowę albo dobrze interweniował goalkeeper z Rzeszowa. Goście nie skupiali się wyłącznie na defensywie. W 13 minucie spotkania Brocki ładnie przełożył obrońcę zielono-białych po czym lobem próbował zaskoczyć wysuniętego nieco Furtaka. Zabrakło nieco precyzji i piłka powędrowała ponad bramką. Na pięć minut przed zakończeniem pierwszej odsłony o czas dla swojej drużyny poprosił szkoleniowiec lublinian. Uwagi trenera okazały się skuteczne. Już po chwili "Dziki" zdołały doprowadzić do wyrównania. Bajeczną bramkę zdobył Jarosław Walęciuk. Z rzutu rożnego piłkę górą zagrał Łukasz Mietlicki. Ta trafiła do Walęciuka, który bez zastanowienia uderzył ją z woleja w samo okienko bramki gości, nie dając szans Piszczkowi (1-1). Tuż po wznowieniu gry, gospodarze przejęli futsalówkę i oko w oko z goalkeeperem przyjezdnych stanął Michał Ostrowski. Tym razem lepszy okazał się bramkarz zespołu dowodzonego przez trenera Łukasza Krawczyka. Jak mawia stare piłkarskie porzekadło niewykorzystane sytuacje się mszczą. Tak było właśnie w tym przypadku. W jednej z kolejnych akcji zielono-biali stracili piłkę w obrębie pola karnego rywali. Ci wyszli z błyskawiczną kontrą. W sytuacji sam na sam z Furtakiem piłkę do boku zagrał Brocki, a na 2-1 uderzeniem do pustej bramki podwyższył Sebastian Fedan. W ostatniej minucie przed przerwą gospodarze zdołali trafić na 2-2. Dwójkowa akcja Jakuba Wankiewicza z Wojciechem Boniaszczukiem zakończyła się golem tego pierwszego. Przed drugą połową mieliśmy remis.

W niej początkowo więcej zagrożenia stwarzali przyjezdni. W 25 minucie na pierwsze tego wieczora prowadzenie wyszli gospodarze. Futsalówkę przejął Konrad Tarkowski i bardzo ładnym lobem w starciu jeden na jeden z goalkeeperem przyjezdnych, zdobył bramkę na 3-2. Kolejny fragment należał do miejscowych, którzy chcieli odskoczyć zespołowi z Podkarpacia. Ta sztuka im się jednak nie udała. W 33 minucie piłka po próbie Boniaszczuka uderzyła w słupek. Minutę później skutecznym strzałem z dystansu wyrównał Brocki i wszystko zaczęło się od nowa (3-3). W odpowiedzi ponownie prowadzenie gospodarzom starał się dać Jarosław Walęciuk po podaniu Rafała Al-Swaiti. W szeregach Heiro piętą pokonać Furtaka próbował Fedan. Na niecałe cztery minuty przed ostatnią syreną strzałem z wolnego na 3-4 trafił MVP tego meczu, Bartłomiej Brocki. Sytuacja Dzików zaczęła się mocno komplikować. AZS ruszył do odrabiania strat. W miejsce bramkarza został wprowadzony dodatkowy zawodnik z pola. Ta zagrywka okazała się skuteczna. W ostatniej minucie meczu strzał Tarkowskiego na bok sparował Piszczek. Do piłki dopadł Walęciuk i z najbliższej odległości wyrównał na 4-4. Takim też wynikiem zakończyło się piątkowe starcie w hali Globus.

- Traktuję ten wynik w kategoriach porażki po bardzo słabej grze. To co mnie najbardziej boli, to styl w jakim toczył się ten mecz i jak wyglądaliśmy na tle Heiro. Zdecydowanie na zbyt wiele pozwalaliśmy zespołowi z Rzeszowa. Zawiodła nas defensywa, a o poczynaniach pod bramką rywali szkoda mówić. Przed nami dużo pracy - powiedział trener KU AZS UMCS Lublin, Artur Gadzicki.

- Może nie doszliśmy mentalnie do siebie po ostatniej porażce. Przeciwnik nas niczym nie zaskoczył. Wiedzieliśmy jakich mają zawodników i czego należy się obawiać. Trener nas do tego przygotował. Niestety nie zrealizowaliśmy jego założeń. Za bardzo pozwalaliśmy im grać do przodu. Staliśmy za daleko przeciwników - Heiro to wykorzystało. Prowadziliśmy, powinniśmy podwyższyć i zakończyć to spotkanie. Zabrakło jednak skuteczności oraz zimnej krwi w sytuacjach podbramkowych. Sami sobie możemy pluć w twarz, że tak słabo zagraliśmy. Teraz czołówka trochę nam odjechała, ale w każdym meczu będziemy walczyć o trzy punkty - skomentował mecz zawodnik KU AZS UMCS Lublin, Wojciech Boniaszczuk.

 

AZS UMCS Lublin - Heiro Futsal Team 4-4 (2-2)

AZS UMCS Lublin: Paweł Furtak, Michał Ostrowski, Wojciech Boniaszczuk, Łukasz Mietlicki, Artur Sułek, Dominik Niemczyk, Konrad Tarkowski (25’), Jakub Wankiewicz (19’), Jarosław Walęciuk (17’, 40’), Rafał Król, Wojciech Wiśniewski, Rafał Al-Swaiti, Marcin Ostrowski.

Heiro Futsal Rzeszów: Rafał Piszczek, Andryi Lutsin, Ireneusz Depta, Bartłomiej Przybyło, Jakub Wdowik, Denis Marszak, Maksym Gąsior Igor Sienko, Piotr Krawczyk, Piotr Ciedello, Sebastian Fedan (18’), Sebastian Brocki (6’, 34’, 37’).

 

fot. Michał Piłat

Autor: K.W.

Wspierają Nas