Lublin 700 lat Lublina UMCS
Cały pobyt utkwi mi w pamięci – rozmowa z Wojciechem Szawarskim

Cały pobyt utkwi mi w pamięci – rozmowa z Wojciechem Szawarskim

Dwa sezony na stanowisku trenera Pszczółki Polski Cukier AZS UMCS Lublin spędził Wojciech Szawarski. Ostatnim spotkaniem, w którym poprowadził zespół był mecz z CCC Polkowice. Po nim porozmawialiśmy z trenerem. Zapraszamy do przeczytania rozmowy.

 

Te dwa minione lata, to był dobry czas?

Oczywiście, bardzo dobry! Zawsze będę go wspominał z uśmiechem na twarzy. Jestem szczęśliwy, że mogłem wrócić do swojego AZS-u. Trochę w innym charakterze niż kiedyś, bo teraz zająłem się pracą trenerską. Jeśli chodzi o poprzedni sezon, to wynik był bardzo dobry. W tym zabrakło nieco szczęścia. Liczyliśmy na coś więcej, ale z różnych względów skończyło się na 8. miejscu. Jestem pewien, że gdybyśmy uniknęli Polkowic w play-offach, to mogły one wyglądać inaczej. Jednak taki jest sport. Wstydu na pewno nie przynieśliśmy. Postawiliśmy się drużynie, która jest w gronie najlepszych ośmiu w Europie. Całą przygodę w AZS-ie będą wspominał naprawdę bardzo miło.

 

Nawiązał Trener do pozycji na koniec rundy zasadniczej. Wydaje się chyba, że przede wszystkim wpływ na nią miała pierwsza część sezonu. Wydaje się także, że wszystkie inne ekipy poza CCC były w Waszym zasięgu.

Zdecydowanie kluczowa była jesień. Najpierw nietrafiony transfer Kai James, ale dosyć szybko dołączyła do nas Nikki. Myślę, że najistotniejsze były kontuzje. Tak naprawdę może w czterech czy pięciu spotkaniach w tym sezonie zagraliśmy w pełnym składzie. Nie mogliśmy znaleźć odpowiedniego rytmu. Na początku drugiej rundy myśleliśmy, że już jest wszystko w porządku. Wygraliśmy z Gorzowem Wielkopolskim, Bydgoszczą, Wrocławiem, ale na miesiąc wypadła nam Bri. Nie było łatwo, ale nikt nie powiedział, że będzie.

 

Rozmawiamy po ostatnim meczu ćwierćfinałowym z Polkowicami. Ostatnim w roli Wojciecha Szawarskiego jako trenera Pszczółek. Ale pamiętam pierwsze spotkanie w tej roli. Rywalem też było CCC. Pierwsza kolejka sezonu 2017/2018, wyjazd na Dolny Śląsk i efektowne zwycięstwo. Lepszy początek pracy trudno sobie wymarzyć.

Dokładnie! To był mecz, który pewnie zawsze już będę pamiętał. Debiut w AZS-ie na boisku takiego rywala. W dodatku wygrany! Będę wspominał ten moment. Mam nadzieję, że kibice również.

 

To jest właśnie najmilsze wspomnienie związane z okresem pracy w Klubie, czy może jeszcze coś utkwiło w głowie?

Cały pobyt tutaj zostanie mi w pamięci: ludzi, których poznałem, z którymi miałem możliwość współpracować, kibice, atmosfera! AZS jest specyficznym miejscem. Panuje tu wyjątkowy klimat. Mi on bardzo odpowiada. Będą pamiętał same pozytywne rzeczy!

 

Drużyny koszykarskie mają to do siebie, że z sezonu na sezon ich kadra znacząco się zmienia. Miałem jednak wrażenie, że Trener zżył się z zespołem i pożegnanie z drużyną było emocjonalne.

To naprawdę super dziewczyny! Można się z nimi zżyć. Wiadomo, że każdy ma inny charakter. Ja też uważam, że łatwego nie mam. Mam nadzieję, że zbytnio na mnie nie będą narzekać (śmiech).

 

Ta grupa tworzyła jedną wielką rodzinę?

Wiadomo, jak to bywa w dużej grupie. Czasem zdarzały się kryzysy, ale uważam, że trzeba mieć dobry kontakt z zawodniczkami. Ja mam takie podejście do pracy trenerskiej. Według mnie nie jest dobrze, gdy trener budzi strach w zespole. Koszykarki powinny szanować trenera, a nie się go bać. Próbowałem sobie ten szacunek wyrobić. Czy mi się udało, to już pytanie do nich.

 

Te dwa lata dużo dały Trenerowi pod względem doświadczenia, warsztatu? Chyba cenna zaliczka na przyszłość.

Oczywiście! Trener ciągle musi się dokształcać. Czuję się o wiele mądrzejszym trenerem teraz niż gdy zaczynałem pracę na ławce. Każdy rok to ogromna porcja wiedzy. Nieustannie się uczę. To był mój trzeci sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej. Mam nadzieję, że wnioski, które wyciągnąłem przez dwa lata spędzone tutaj, będę mógł wykorzystać w przyszłości.

 

Myślał już Trener o przyszłości? Czy teraz póki co odpoczynek?

Plany są, ale jeszcze nie skonkretyzowane. Wiem, co chciałbym robić. W jakim kierunku iść. Chciałbym oczywiście zostać w koszykówce, być trenerem. Lubię to! Mimo tego, że to ciężka i stresująca praca. Jednak, gdy się złapie bakcyla, to chce się to robić!

 

Powiedział Trener, że chce zostać w koszykówce. Kobiecej czy może ciągnie, żeby spróbować swoich sił w męskiej?

Nie ukrywam, że docelowo chciałbym spróbować się w koszykówce męskiej. Ciągnie mnie do niej. Jeszcze niedawno tam byłem, grałem. Ale nie nastawiam się tylko na to. Życie pisze różne scenariusze. Jeśli pojawi się ciekawa opcja pracy z dziewczynami, to czemu nie spróbować.

 

Powrót na halę MOSiR zawsze będzie sentymentalny?

Z pewnością tak! Te dwa lata tylko to umocniły. Lublin to moje miasto, tutaj się urodziłem. Tutaj mam rodzinę i przyjaciół. Jestem wychowankiem AZS-u. Grałem w tej hali wiele sezonów. Sentyment zawsze będzie. Praca w Pszczółce tylko go umocni!

 

fot. Michał Piłat

Autor: Kamil Wojdat

Wspierają Nas