X

Lublin 700 lat Lublina UMCS
Siatkarki poległy po tie-breaku

Siatkarki poległy po tie-breaku

W meczu trzeciej kolejki rozgrywek 2. Ligi Siatkówki Kobiet, podopieczne trenera Jacka Rutkowskiego nie sprostały we własnej hali drużynie z Sosnowca. Pojedynek LUK AZS UMCS Lublin - Asotra MKS-MOS Płomień Sosnowiec zakończył się zwycięstwem gości 2-3.

 

Początek spotkania był nieudany dla gospodyń, które po ataku Inez Pfeifer (Asotra MKS-MOS Sosnowiec) przegrywały już 0-5. Szkoleniowiec miejscowych poprosił o przerwę, licząc że zła seria zostanie po niej zakończona. Tak też się stało. Trzy punkty z rzędu Dominiki Wawerskiej pozwoliły lubliniankom złapać kontakt z rywalkami. Po asie serwisowym Pauliny Konop doprowadziły do wyrównania (7-7), a po dotknięciu siatki przez przyjezdne, wyszły na prowadzenie 10-9.  Obie drużyny nie pozwalały wzajemnie sobie odskoczyć na różnice kilku oczek aż do stanu 16-16. Wtedy w ekipie LUK-u coś przestało funkcjonować jak należy i MKS doprowadził do wyniku 16-19. Chwilę później zrobiło się 17-22 i trener Rutkowski wziął czas. Jednak zespół gości spokojnie dowiózł przewagę do końca, zwyciężając tę partię 18-25.

Drugi set rozpoczął się od skutecznego ataku z lewego skrzydła Natalii Gieroby. Żadna z drużyn nie potrafiła wyjść na prowadzenie większe niż dwa punkty do rezultatu 15-18, który pojawił się na tablicy po ataku Karoliny Sawaniewicz. Lublinianki czując, że zaczyna robić się niebezpiecznie szybko odrobiły straty, a po skutecznej grze blokiem objęły prowadzenie 20-19.  Końcówka seta należała do zawodniczek trenera Rutkowskiego, które triumfowały 25-21.

Trzecia odsłona rozpoczęła się świetnie dla naszej drużyny, która dominowała na parkiecie od pierwszej piłki. Skuteczne zagrywki Dominiki Nowakowskiej oraz szczelny blok pozwoliły na wypracowanie znacznej zaliczki (11-3). LUK bezapelacyjnie kontrolował przebieg gry. Na tablicy wyników było już 23-7. W końcówce gospodynie pozwoliły sobie na delikatne rozprężenie i ostatecznie ten set zakończył się wynikiem 25-14.

Wydawało się, że kolejna partia może być tą ostatnią. Szczególnie można to było odczuć po ataku Natalii Gieroby, gdy na tablicy wyników było 11-6. Siatkarki MKS-u jednak zdołały się podnieść. Po ataku Pfeifer doprowadziły do remisu (16-16). Trwała wymiana ciosów. Sylwia Obszyńska wyprowadziła gospodynie na prowadzenie 24-23. Piłki meczowej nie udało się jednak wykorzystać. Trzy oczka z rzędu zdobył zespół gości (24-26) i po czterech setach czekaliśmy na tie-breaka.

Decydującą partię lepiej rozpoczęły podopieczne trenera Krzysztofa Zabielnego. Na zmianę stron schodziły przy wyniku 4-8. Tej przewagi nie pozwoliły sobie wyrwać, wygrywając tego seta 10-15, a cały pojedynek 2-3.

- Było blisko. Jedna piłka decydowała o pełni szczęścia, a tutaj niespodzianka - przegraliśmy. Naszym atutem była zagrywka, sporo punktów zdobyliśmy bezpośrednio, a potem coś nie zagrało. Zawsze tak jest, że się daje drużynie przeciwnej sygnał do odrabiania strat i tak było w czwartym secie przy stanie 12-7. Straciliśmy trzy punkty po kolei. Tego momentu szkoda. Generalnie drużyny grały na swoim poziomie. Chyba tak właśnie będzie wyglądać liga - raz wygrana, raz przegrana - komentuje trener LUK AZS UMCS Lublin, Jacek Rutkowski.

Dla MKS-u to pierwsza wygrana w sezonie. Po trzech kolejkach Sosnowiec ma na swoim koncie trzy oczka. LUK zgromadził ich pięć (zwycięstwo 3-1 i dwie porażki 2-3).

Kolejny mecz lublinianek już w najbliższą sobotę (21 października) o godzinie 17:00. Podopieczne Jacka Rutkowskiego zmierzą się w swoim pierwszym wyjazdowym spotkaniu z AZS UR Rzeszów.

 

fot. Michał Piłat

Autor: K.W.

Wspierają Nas