Lublin 700 lat Lublina UMCS
Szczypiorniści wygrywają przed własną publicznością

Szczypiorniści wygrywają przed własną publicznością

Szczypiorniści AZS UMCS Lublin pewnie pokonali UMKS Trójkę Ostrołękę 35:29 w pierwszym tegorocznym spotkaniu we własnej hali. Lublinianie zaprzepaścili jednak szansę na bardziej okazałe zwycięstwo.

W pierwszym spotkaniu rozegranym w Ostrołęce podopieczni Radosława Żebrowskiego pokonali AZS UMCS Lublin po niezwykle zaciętej batalii 31:30. Tym razem przewaga akademików była niepodważalna.

- Graliśmy bez Rafała Niećki, Huberta Milewskiego, Tomka Ścipka – wyliczać można jeszcze trochę. Byliśmy też bez nominalnego bramkarza. Jeden został przestawiony na ten mecz, a drugi gra od miesiąca. Wiedzieliśmy, że będzie bardzo ciężko i postawiliśmy sobie zadanie ugrać co się da – przyznaje grający trener gości Radosław Żebrowski.

Początek sobotniego spotkania był bardzo wyrównany. Pierwsi na prowadzenie wyszli goście jednak w 4. minucie po dobrych akcjach skrzydłem z udziałem Cezarego Muszyńskiego było już 2:1 dla AZS-u. W początkowej fazie meczu oglądaliśmy widowiskową wymianę ciosów obu drużyn. Gdy trafiali szczypiorniści z Ostrołęki, chwilę później padała bramka dla miejscowych. AZS zyskał przewagę po 10 minutach gry. Najpierw Hubert Obydź rzucił nie do obrony, a potem do spółki z Michałem Dziemiachem poprowadził drużynę w kontratakach. Gdy przewaga gospodarzy urosła do czterech bramek, trener gości Radosław Żebrowski poprosił o „czas”. Niewiele to jednak dało. Po bramkach Tomasza Zienkiewicza, Jakuba Buksińskiego i Kamila Bernata pierwsza połowa zakończyła się siedmiobramkową przewagą gospodarzy 20:13.

Początek drugiej połowy to zupełna dominacja AZS-u. Lubelscy  szczypiorniści grali skutecznie w ataku i konsekwentnie w obronie. Przyjezdni odbijali się od muru, jaki postawili przed polem bramkowym akademicy. Przyjezdni starali się to wykorzystać i wymuszali rzuty karne. Między słupkami dobrze dysponowani byli jednak bramkarze, którzy pozwolili akademikom rozwinąć skrzydła w ataku. W 39. minucie przy wyniku wysokim prowadzeniu podopiecznych Patryka Maliszewskiego czerwoną kartkę za trzecie przewinienie obejrzał Hubert Obydź. Na niespełna kwadrans przed końcowym gwizdkiem AZS wygrywał już 30:16. Od tego momentu w szeregach gospodarzy widać było coraz większe rozluźnienie. Obrona wciąż dobrze się spisywała, jednak gra w ofensywie pozostawiała wiele do życzenia. Goście dostrzegli w tym swoją szansę:

- W drugiej połowie wdarło się u nas zakłopotanie. W ataku zabrakło skuteczności. W obronie nie można powiedzieć, że jej nie było, ale może nie była tak skuteczna jak wcześniej. Przewagę 13 punktów w tym składzie potrafili zbić do 6 bramek, to gdyby był jeden z najlepszych strzelców w lidze, to mogłoby być źle – ocenia Hubert Obydź.

Trójka Ostrołęka odrobiła aż 8 bramek. Największa w tym zasługa Patryka Kulisia, który rzucił 7 z nich w zaledwie 10 minut. Na przełamanie AZS musiał czekać 13 minut. Bramka numer 31. pozwoliła im jednak wrócić do gry w końcówce. Trzy minuty przed ostatnim gwizdkiem czerwoną kartką został jeszcze ukarany Kamil Bernat. Ostatecznie akademicy wygrali 35:29.

- Chłopcy pomyśleli sobie, że mecz jest już rozstrzygnięty, kiedy prowadziliśmy 12 bramkami. Nie spotkaliśmy się jeszcze nigdy z tym, żebyśmy tyle kar dostali za grę jeden na jednego z kołem. Chcieliśmy, żeby nasza gra była trochę bardziej widowiskowa, a nie tylko skuteczna – wyjaśnia opiekun gospodarzy Patryk Maliszewski.

Zwycięstwo z osłabioną Trójką to dobry prognostyk przed wyjazdowym spotkaniem z AZS AWF Warszawa. Lublinianie mają tylko kilka dni na poprawę swojej gry, bo już w sobotę jadą do stolicy na akademickie derby.

Wspierają Nas