X

Lublin 700 lat Lublina UMCS
Z Malwee na remis

Z Malwee na remis

Podziałem punktów zakończył się mecz dziewiętnastej kolejki rozgrywek 1. Ligi Futsalu Mężczyzn (Grupa Południowa) pomiędzy AZS UMCS Lublin a Malwee Łódź. Mimo że w 22 minucie spotkania łodzianie wygrywali 0-3, Dzikom udało się wyciągnąć wynik na 4-4.

 

Obie ekipy wyszły na to spotkanie osłabione. Wśród gości nie przyjechało kilku podstawowych graczy. W drużynie Dzików oprócz kontuzjowanych Mateusza Szafrańskiego, Grzegorza Fularskiego i Marcina Kozieła, za kartki pauzowali też Konrad Tarkowski i Łukasz Mietlicki. W składzie zabrakło również bramkarza, Adriana Parzyszka.

Na gole nie musieliśmy czekać długo. Już w 59 sekundzie prowadzenie walczącym o utrzymanie futsalistom Malwee dał Kamil Wasiak (0-1). Bliski wyrównania w 4 minucie był Jakub Wankiewicz. W kolejnym fragmencie to gospodarze częściej utrzymywali się przy piłce oraz gościli na połowie rywala. Zarówno w 10 jak i 12 minucie dobrze interweniował goalkeeper przyjezdnych, Kamil Kajetaniak. Wydawało się, że to Dziki kontrolują mecz. Z kontrą wyszli jednak podopieczni trenera Michała Zawadzkiego. Wasiak podał do najlepszego strzelca zespołu – Krystiana Pomykały, a ten z kilku metrów pewnym strzałem przy słupku pokonał Pawła Furtaka. Po 13 minutach było 0-2. O czas dla swojego zespołu poprosił szkoleniowiec akademików, Artur Gadzicki. Po nim gospodarze dalej próbowali strzelić bramkę kontaktową, ale dobrze w defensywie radzili sobie łodzianie. W szeregach zielono-białych widać było trochę niedokładności. Podania nie zawsze trafiały do celu. Z szybkimi akcjami wychodzili co jakiś czas przyjezdni. Wynik przed przerwą nie uległ jednak zmianie. Malwee wygrywało 0-2.

Po zmianie stron sytuacja zaczęła przypominać tę z pierwszej części meczu. Ponownie od zdobycia bramki zaczęli goście. Na listę strzelców w 22 minucie wpisał się Mateusz Sobczak, który w zamieszaniu po rzucie rożnym z najbliższej odległości pokonał Furtaka (0-3). W 25 minucie trener Gadzicki zdecydował się na zdjęcie bramkarza. Dziki postawiły wszystko na jedną kartę i grały w przewadze liczebnej. Już dwie minuty później po trójkowej akcji Jarosława Walęciuka z Jakubem Wankiewiczem i Michałem Ostrowskim bliski powodzenia był ten ostatni, ale piłka uderzyła w słupek. Chwilę później za zagranie ręką arbiter podyktował rzut karny dla gospodarzy. Na gola zamienił go Boniaszczuk. Strzałem w okienko bramki nie dał Kajetaniakowi najmniejszych szans na interwencję (1-3). Gospodarze poczuli wiatr w żaglach. Minutę potem asystę Boniaszczuka wykorzystał Artur Sułek i sprawa wyniku ponownie stała się otwarta (2-3). Taka sytuacja nieco podrażniła gości. Poza tym zielono-biali ciągle grali na pełnym ryzyku, bez Furtaka między słupkami. Malwee to wykorzystało w 30 minucie. Strzałem z połowy boiska do pustej bramki trafił Pomykała (2-4). Czasu na odrabianie strat zostało coraz mniej. Gola kontaktowego w 33 minucie zdobył Jarosław Walęciuk (3-4), a do wyrównania doprowadził Jakub Wankiewicz (4-4). Do końca mieliśmy 5 minut. W nich obie drużyny miały swoje okazje. Bliscy po stronie akademików w 40 minucie byli Wankiewicz i Walęciuk. Natomiast dla Malwee piłkę meczową w ostatnich sekundach miał Wasiak. Z połowy boiska naciskany przez lublinian nie zdołał jednak skierować futsalówki do pustej bramki Dzików. Spotkanie zakończyło się wynikiem 4-4.

- Pierwsza połowa była katastrofalna w naszym wykonaniu. Nie możemy grać w taki sposób z jednym z ostatnich zespołów w lidze. Nie wykorzystujemy swoich sytuacji, tracimy abstrakcyjne bramki. Po kilku minutach drugiej odsłony przegrywamy już 0-3. Gramy źle i ciężko jest coś zmienić, grając głębokim rezerwami bez naszych podstawowych zawodników. Trzeba szanować remis, bo wróciliśmy ze stanu 0-3. Nawet mogliśmy wygrać to spotkanie, mimo nienajlepszej dyspozycji. Mamy świadomość, że w drużynie są zawodnicy, którzy oprócz hali występują też na trawie. Czasem rozgrywają oni dwa mecze w jeden weekend. W zasadzie od dwóch tygodni nie mieliśmy treningu, na którym byliby wszyscy, żeby przećwiczyć granie dwiema czwórkami - komentuje porażkę trener Artur Gadzicki.

- Do pierwszej połowy mamy wiele zastrzeżeń. Za długo operowaliśmy piłką. Wszyscy grali na minimum 3-4 kontakty, a trzeba było grać na 1-2. Wtedy te sytuacje mogły się dla nas otworzyć. Nie było zgrania. Zabrakło w składzie czterech podstawowych zawodników. Poza tym nie wszyscy mają czas na trening w trakcie tygodnia i nie zawsze spotykamy się w pełnym składzie. Malwee niczym nas nie zaskoczyło. Wiedzieliśmy jak grają, na kogo zwrócić uwagę, a mimo to nie umieliśmy tej wiedzy wykorzystać. Szkoda, że nie wypełnialiśmy założeń w pierwszej połowie. Na pewno remis w jakimś stopniu nas cieszy. Oczywiście w końcówce i my mogliśmy wygrać i przeciwnicy, którzy mieli przed sobą pustą bramkę. Obie drużyny pewnie żałują - powiedział po meczu zawodnik AZS UMCS Lublin, Artur Sułek.

Do końca sezonu zostało trzy mecze. Aktualnie Dziki z dorobkiem 27 punktów są na siódmym miejscu w tabeli. Nie mają szans na awans. Akademikom nie grozi też spadek.

 

AZS UMCS Lublin – AZS WSIU Alimentura Malwee Łódź 4-4 (0-2)

AZS UMCS Lublin: Paweł Furtak, Michał Ostrowski, Wojciech Boniaszczuk (27’), Artur Sułek (28'), Rafał Al-Swaiti, Przemysław Hajkowski, Marcin Ostrowski, Wojciech Wiśniewski, Jakub Wankiewicz (35’), Rafał Król, Marcin Bijas, Jarosław Walęciuk (33’).

AZS WSIU Alimentura Malwee Łódź: Kamil Kajetaniak, Emil Młynarczyk, Paweł Szymańczuk, Krystian Pomykała (13’, 28’), Kamil Wasiak (1’), Oleksii Dakhina, Mateusz Sobczak (22’), Wojciech Magnus, Przemysław Olczak, Rafał Pawłowski

 

fot. Michał Piłat

Autor: K.W.

Wspierają Nas